Szubin zna swoich bohaterów, ale rzadko który z nich nosi tak niezwykłą historię jak Marcin Sendwicki – znany w sportowym świecie jako „Kukaj”. Człowiek, który mierzył się z kilogramami, kontuzjami, własnym ciałem, a nawet śmiercią – i za każdym razem wracał – silniejszy.
Zaczęło się niewinnie - od Szubina
Marcin urodził się w 1988 roku, tu, w Szubinie. W dzieciństwie spotkało go coś, co dla większości byłoby barierą nie do przeskoczenia – w wyniku błędu medycznego stracił słuch i uszkodził nerki. To właśnie wtedy, zamiast zamknąć się w sobie, zaczął walczyć. Najpierw z piłką na boisku, potem z ciężarami, aż w końcu z samym sobą.
Od podwórka do tytułu Mistrza Świata
Pierwszy raz stanął do zawodów w 2006 roku w Żninie. Ważył mniej niż wszyscy rywale, ale zajął trzecie miejsce. W 2016 roku dokonał czegoś, czego wcześniej nie zrobił żaden inny Polak – zdobył tytuł Mistrza Świata w kategorii do 105 kg w prestiżowych zawodach World Strongest Man w Irlandii. Podnosił belki, przerzucał opony, wyciskał 180 kg nad głowę – wszystko to z determinacją, jaką mają tylko ci, którzy wiedzą, jak blisko byli kiedyś dna.
Niestety po drodze życie nie dawało mu spokoju. W 2010 złamał podudzie. W 2013 został ugodzony nożem. Kilka lat później zachorował na COVID, który zniszczył mu nerki i osłabił serce. Dializy, przeszczep, komplikacje. Każdy z tych momentów mógł być końcem sportowej historii.
Nie dla Kukaja.
Nowa droga. Nowy sport. Ta sama walka.
Po przeszczepie nerki, mimo że musiał zakończyć karierę zawodowego strongmana, nie zrezygnował z rywalizacji. Dziś trenuje… pchnięcie kulą. Startuje w zawodach dla osób z niepełnosprawnościami słuchu. W roku 2024 oraz w lutym 2025 zdobył brązowy, a w czerwcu 2025 roku srebrny medal podczas Mistrzostw Polski Osób Niesłyszących w Lekkoatletyce. Teraz jego celem jest udział w Igrzyskach Deaflympics w Tokio (listopad tego roku) – trzymamy kciuki!
Nie każda historia o sukcesie rodzi się w wielkich halach, z trenerami i sponsorami. Czasem wystarczy małe miasto, wielka siła woli i upór, który nie zna granic. Marcin Kukaj Sendwicki to jeden z nas. Z naszego miasta, z naszych ulic, ale z sercem większym niż niejeden stadion.





