Szubin kojarzy się raczej z lokalnym sportem – piłką, lekkoatletyką, koszykówką. Ale to właśnie stąd pochodzi człowiek, który od lat komentuje największe wyścigi motocyklowe świata dla Sporklub, Eleven Sports, Viaplay, Eurosport czy Canal+ i Motowizji. Michał Fiałkowski – dziennikarz, komentator i twórca podcastu „Mick o Moto”, to lokalny głos o globalnym zasięgu.
Zaprosiliśmy Michała do rozmowy o jego drodze zawodowej, kulisach pracy komentatora i stanie dziennikarstwa sportowego w Polsce.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z motorsportem i dziennikarstwem?
Michał Fiałkowski: Na różnych „motorynkach” jeździliśmy z kolegą z bloku od dziecka, ale gdy w 1997 roku, w wieku 12 lat, skręciłem kostkę podczas klasowego wyjazdu do Wąsosza, wylądowałem z nogą w bandażach przed telewizorem i tak odkryłem wyścigi motocyklowej Grand Prix. Przepadłem od razu. Od razu zacząłem też pisać relacje i publikować wyniki wyścigów na ściennej gazetce w klasie w naszej szubińskiej dwójce. Jeszcze w podstawówce zacząłem też pisać do internetu pierwsze artykuły i relacje, czy tłumaczyć newsy z angielskich portali. Pamiętam, że to właśnie z tych tłumaczeń zarobiłem pierwsze pieniądze. Całe 100 zł za dwa tygodnie tłumaczenia tekstów w zastępstwie za etatowego redaktora, który pojechał w tym czasie na wakacje.
Pamiętasz moment, w którym pomyślałeś: „To nie tylko pasja, ale i droga zawodowa”?
Do szubińskiego liceum szedłem myśląc o informatyce, ale bardzo szybko zmieniłem profil na humanistyczny, właśnie po to, aby celować jednak w studia dziennikarskie. Na początku, jeszcze w podstawówce, wyścigi oglądałem z niemieckim komentarzem, z którego niewiele rozumiałem. Gdy tylko odkryłem polski Eurosport, zdałem sobie sprawę, że w Polsce też można to robić i już jako 14-latek pisałem maile do redakcji, ale nikt nie brał mnie wtedy na poważnie. Jednocześnie już pod koniec podstawówki zacząłem w miarę regularnie pisać, najpierw do internetu, a następnie do gazet i zarabiać dzięki temu pierwsze pieniądze. Nie było chyba jednak jednego momentu „eureka”. Po prostu wszystkie te aktywności zaczęły fajnie składać się w jedną całość.
Jak wygląda współpraca komentatora z dużymi mediami, np. Polsatem?
Moja przygoda z komentowaniem zaczęła się w 2009 od telewizji Sportklub, która przejęła prawa do pokazywania MotoGP od Eurosportu. Gdy tylko się o tym dowiedziałem, a pracowałem już wtedy jako dziennikarz od dobrych kilku lat, poprosiłem organizatorów MŚ o skontaktowanie mnie z redakcją. Po trzech sezonach w Sportklubie, razem z prawami trafiłem do Polsatu, w którym spędziłem pięć lat. Później komentowałem jeszcze wyścigi motocyklowe i samochodowe w Eleven Sports, Viaplay, Eurosporcie, Canal+, a do dzisiaj też w Motowizji.
Tym, co łączy te wszystkie redakcje, jest dość duża swoboda komentatora. Po prostu wchodzisz do kabiny i każdy nadawca zakłada, że wiesz co masz robić. Tak przynajmniej było zawsze w moim przypadku. Nikt nigdy nie musiał mówić mi co robić, czy mówić, a czego nie. Jedyne, co trzeba opanować, to bardziej kwestie techniczne czy organizacyjne na samym stanowisku komentatorskim, ale to też nie są duże różnice czy specjalny problem.
Prowadzisz też podcast „Mick o Moto” – co daje Ci ta forma?
Ponieważ opowiadanie o wyścigach zawsze było dla mnie przede wszystkim pasją, a nie pracą, podcast powstał zimą 2017 roku, kiedy akurat nic nie działo się w świecie wyścigów, a ja zwyczajnie chciałem sobie o nich pogadać. Sam słucham sporo podcastów, więc postanowiłem założyć swój, co szczerze mówiąc nie jest specjalnie trudne. Niestety, ideały przegrywają często z prozą życia, ponieważ w natłoku zajęć brakuje mi czasu na podcast i kolejne odcinki pojawiają się bardzo nieregularnie. Jeśli jednak jest coś, co mógłbym doradzić komukolwiek, kto jest w miejscu, w którym ja byłem przed rozpoczęciem współpracy z telewizją, to właśnie założenie podcastu. To nie tylko świetny trening warsztatu, ale także, a może nawet przede wszystkim dyscypliny, który może później otworzyć drzwi do telewizyjnej przygody.
Co dla Ciebie znaczy Szubin? Jaki widzisz potencjał sportowy w regionie?
Trochę mi wstyd, bo trudno oceniać mi sportowy potencjał Szubina czy regionu, ponieważ po prostu nie mam za bardzo czasu, aby śledzić go na co dzień. W poprzednim sezonie zaliczyłem służbowo ok. 20 wyjazdów zagranicznych na różne imprezy motorsportowe, ale zawsze chętnie wracam do domu i Szubina, w którym moim zdaniem po prostu dobrze się żyje. Na pewno mamy potencjał i coraz lepszą infrastrukturę. Cieszę się także że są tacy ludzie jak Ty i takie inicjatywy jak Pelikansport, bo sport i aktywność są bardzo ważne, nie tylko w kontekście rywalizacji czy biznesu, ale po prostu zdrowia. Warto więc do niego przyciągać.
Jak oceniasz dziennikarstwo sportowe w Polsce – szczególnie poza piłką nożną?
Sportowo śledzę przede wszystkim sporty motorowe i jestem wielkim fanem tego, co np. redakcje Eleven Sports i Viaplay, robią/robiły, jeśli chodzi o Formułę 1; studio, analizy, komentatorzy i reporterzy na torze itd. To właśnie tak trzeba działać, aby pokazywać kibicom jak najwięcej kulisów i ciekawostek. Podobnie jest z żużlem czy piłką nożną, której akurat nie śledzę zbyt mocno, ale formaty studia i analiz zawsze są dla mnie bardzo ciekawe. Tym, co bardzo mi się podoba, są z kolei możliwości, jakie daje dzisiaj internet. Jest wielu świetnych twórców czy dziennikarzy, którzy nie są związani z żadną dużą redakcją, ale robią fenomenalne rzeczy na własną rękę. Przykładów nie trzeba daleko szukać, bo Bartek Budnik i Bartek Pokrzywiński z Bydgoszczy, dzięki swojemu podcastowi, trafili właśnie prosto do studia F1. Z jednej strony kiedyś było to niemożliwe. Z drugiej podnosi to też poprzeczkę całej branży i pcha całe dziennikarstwo do przodu. Nie trzeba też zajmować się Formułą 1 czy innym „globalnym” sportem, aby realizować się w ten sposób. Z całą pewnością można robić to także lokalnie, pokazując kulisy regionalnych wydarzeń.
Co poradziłbyś osobie z małego miasta, która chce iść Twoją drogą – komentować, analizować, tworzyć?
Właśnie to, o czym już wspomniałem; założenie podcastu, vloga lub bloga. Tak naprawdę nie potrzeba do tego niczego, poza telefonem. To daje możliwości, których nie było 10 czy 20 lat temu. Wówczas jedyną możliwością utrzymania się z dziennikarskiej pasji do sportu, była współpraca z dużą redakcją. Dzisiaj to wszystko można robić samemu, pod warunkiem, że wkłada się w to serce i robi sumiennie. W dobie internetu, bycie osobą z małego miasta absolutnie w niczym nie przeszkadza, ale z drugiej strony jeśli chcesz być dziennikarzem sportowym, bycie na miejscu zawodów jest absolutnie kluczowe. W ten sposób można najlepiej i najszybciej zbudować sieć kontaktów. Ja mniej więcej pod koniec liceum zacząłem zarabiać regularne pieniądze jako dziennikarz piszący o MotoGP najpierw dla czasopism w Polsce, a później także zagranicą. Przez całe studia praktycznie wszystkie zarobione środki „inwestowałem” w wyjazdy na kolejne zawody, na których robiłem kolejne wywiady i budowałem sieć kontaktów. Gdyby nie to, możliwe, że tej wymarzonej pracy w Sportklubie bym nie dostał.
Twoja firma Media4Racing działa już od 2010 roku – czy nadal jest Ci potrzebna jako baza do pracy dziennikarskiej?
Tak, M4R od samego początku jest osią tego, czym zajmuję się zawodowo. Działalność założyłem z banalnej konieczności. Skończyłem studia i nie byłem już studentem, ale współpracowałem z kilkoma redakcjami, dlatego nie chciałem „iść na etat”. Musiałem jednak jakoś wystawiać faktury moim klientom, stąd działalność, która początkowo miała kręcić się wokół dziennikarstwa i komentowania, ale szybko rozwinęła się na inne obszary, jak Public Relations, Management i Sponsoring. Dzisiaj mogę powiedzieć, że dziennikarzem i komentatorem jestem już bardziej okazjonalnie i dla przyjemności, a moja praca to właśnie głównie PR i management, czyli opieka medialna (i nie tylko) nad najzdolniejszymi młodymi zawodnikami sportów motorowych, jak Maciej Gładysz w Formule 3, Milan Pawelec i Piotr Biesiekirski w wyścigach motocyklowych, czy nasz polski zespół w mistrzostwach świata FIM EWC, Wójcik Racing Team. Przez lata tych projektów było sporo i nie wszystkie były związane z motorsportem. Pracowałem m.in. ze znanym z Drift Masters Piotrkiem Więckiem podczas jego startów w Formule D w USA, medalistą olimpijskim i czołowym zawodnikiem KSW, Damianem Janikowskim, czy braćmi Bal, którzy zaczynali od kartingu, a dzisiaj z sukcesami realizują się w boksie. Wszystko to jednak zaczęło się od wyścigów motocyklowych i zrodziło się w Szubinie.






Przyznam szczerze, że miło i przyjemnie się czyta Twój portal. Masz wielki talent, ambicję i lekkie pióro… gratuluję 🙂